English with Kinga
angielski w pracymówienie

Wolisz napisać na czacie, niż powiedzieć na głos. Angielski na spotkaniach w pracy

6 minut czytania

Masz zdanie gotowe w głowie, a mimo to wpisujesz je w czat. Spotkanie jest trudniejsze niż zwykła rozmowa z trzech konkretnych powodów i żaden z nich nie jest Twoim poziomem angielskiego. Gotowe zwroty na wejście w rozmowę, prośbę o powtórzenie i kupienie sobie sekundy.

Grafika z napisem Angielski na spotkaniu w pracy i trzema zwrotami po angielsku na kartach

Spotkanie trwa czterdzieści minut. Rozumiesz wszystko, co mówią. W połowie masz nawet coś sensownego do dodania i w głowie zdanie prawie gotowe.

I wpisujesz je w czat.

Potem ktoś przeczyta Twoją wiadomość na głos, powie "dobry punkt" i spotkanie pójdzie dalej. A Ty wychodzisz z tym samym wnioskiem co zawsze: mój angielski jest za słaby na mówienie przy ludziach.

To nie jest prawda i w tym wpisie chcę Ci pokazać, dlaczego. Spotkanie w pracy jest trudniejsze niż zwykła rozmowa po angielsku i jest tak z trzech bardzo konkretnych powodów. Żaden z nich nie ma nic wspólnego z Twoim poziomem.

Dlaczego spotkanie jest trudniejsze niż rozmowa

1. Nie masz drugiego podejścia

W rozmowie przy kawie możesz zacząć zdanie od nowa, poprawić się, dokończyć rękami. Na spotkaniu masz jedno okno, kilka sekund, i słyszy Cię osiem osób plus nagranie. Mózg liczy to ryzyko bardzo szybko i podsuwa Ci rozwiązanie, które jest naprawdę kuszące: napisz.

Czat jest tu znieczuleniem. Zdejmuje stres w tej minucie i zostawia Cię dokładnie w tym samym miejscu na następnym spotkaniu.

2. Nie Ty wybierasz temat i nie Ty wybierasz moment

Na lekcji albo w rozmowie na mieście wiesz mniej więcej, o czym będzie. Na spotkaniu ktoś rzuca pytaniem w Twoją stronę w losowej chwili, w sprawie, której nie masz przygotowanej. Do tego dochodzi słownictwo Twojej branży, skróty firmowe i trzy osoby mówiące z różnymi akcentami.

3. Technika zabiera Ci sekundę, której właśnie potrzebujesz

Mikrofon, opóźnienie, ktoś się nakłada. Zaczynasz mówić, słyszysz siebie z przesunięciem, gubisz rytm. Na żywo tego nie ma, dlatego to samo spotkanie w jednym pokoju idzie Ci lepiej.

Na spotkaniu nie przegrywa osoba ze słabszym angielskim. Przegrywa ta, która czeka na dobry moment. Dobry moment nie przychodzi, bo rozmowa nie zostawia na niego miejsca.

Nie przygotowuj zdań. Przygotuj wejścia

Tu jest najczęstszy błąd, który widzę u osób pracujących w międzynarodowych zespołach: przed spotkaniem układają sobie w głowie całe wypowiedzi. Potem rozmowa skręca w inną stronę i cała ta praca jest do wyrzucenia.

Przygotuj zamiast tego wejścia: krótkie, gotowe formuły, których nie trzeba składać na bieżąco, bo ich jedynym zadaniem jest otworzyć Ci usta. Dalej pójdzie łatwiej, zawsze. Najtrudniejsze jest pierwsze pół sekundy.

Żeby się wtrącić:

  • Can I add something here?
  • Just a quick thought on that.
  • Can I jump in for a second?
  • Sorry, go ahead - kiedy nałożyłaś się na kogoś. Jedno słowo i masz to z głowy.

Żeby kupić sobie moment:

  • That's a good question. Let me think for a second.
  • So, if I understand correctly... - i powtarzasz pytanie swoimi słowami. Dwie sekundy, a brzmi jak uważne słuchanie, nie jak gra na czas.

Żeby poprosić o powtórzenie, nie wychodząc na zagubioną:

  • Sorry, could you repeat the last part?
  • You're breaking up a bit. Could you say that again? - zwala winę na łącze i działa, nawet jeśli łącze było w porządku.
  • I'm not sure I follow. Do you mean X or Y?

Żeby się upewnić i zamknąć temat:

  • Just to make sure we're on the same page: you need this by Friday, right?
  • Let me get back to you on that - pełnoprawna odpowiedź na spotkaniu, nie wykręt. Używają jej native speakerzy częściej niż Ty.

Kiedy zdanie się rozsypało w trakcie:

  • Sorry, let me rephrase that.

To ostatnie jest ważniejsze, niż wygląda. Zamiast zamilknąć w połowie zdania i zostawić ciszę, masz gotowy przycisk "zaczynam od nowa" i nikt tego nie odbiera jako wpadki. Taka jest zwyczajna kolej rzeczy na każdym spotkaniu na świecie, też między samymi Anglikami.

Zasada pierwszych pięciu minut

Jedna rzecz, która zmienia spotkania najszybciej, i nie jest nią żaden zwrot.

Odezwij się w pierwszych pięciu minutach. Cokolwiek. Good morning, everyone. Yes, I can hear you. Sorry, I was on mute. Nie musi mieć treści ani wnosić nic do sprawy.

Mechanizm jest prosty i działa bez wyjątku: dopóki nie powiedziałaś ani słowa, każda minuta podnosi próg. Po dwudziestu minutach milczenia pierwsze zdanie jest już małym wydarzeniem, bo wszyscy odwrócą się w Twoją stronę. Jeśli odezwałaś się na początku, kolejne wejście jest po prostu kolejnym wejściem.

Z tym samym wiąże się druga rzecz: miej jedno zdanie zaplanowane przed spotkaniem. Jedno, nie pięć. Pytanie o termin, dopytanie o zakres, cokolwiek, co na pewno będzie pasować. Powiedz je, kiedy tylko będzie okazja, i reszta spotkania jest już zupełnie inna.

Jak to przećwiczyć, zanim przyjdzie prawdziwe spotkanie

Czytanie listy zwrotów nie wystarczy. Słowo przeczytane zostaje w szufladzie z rozpoznawaniem, a nie w tej, z której się mówi - pisałam o tym osobno we wpisie o tym, dlaczego słówka nie zostają w głowie.

1. Powiedz każde wejście na głos pięć razy. Dziś, teraz, bez spotkania. Chodzi o to, żeby usta zrobiły ten ruch, kiedy nikt nie słucha, a nie pierwszy raz w życiu przy prezesie.

2. Zapisz je tam, gdzie je zobaczysz. Karteczka na monitorze albo otwarta notatka obok okna spotkania. Nie w zeszycie w szufladzie.

3. Nagraj się telefonem na dwie minuty. Opowiedz po angielsku, nad czym pracujesz w tym tygodniu. Potem odsłuchaj. To jest nieprzyjemne za pierwszym razem i to jest najszybszy sposób, żeby usłyszeć, co faktycznie robisz, a nie co Ci się wydaje.

4. Po spotkaniu zapisz jedno zdanie, którego Ci zabrakło. Po polsku, jeśli tak szybciej. Po dwóch tygodniach masz listę swojego własnego słownictwa z pracy, wartą więcej niż każdy gotowy zestaw "business English" z internetu.

5. Zacznij od spotkań, na których stawka jest niska. Cotygodniowy status zespołu, nie rozmowa z klientem. Pierwsze zdanie wypowiedz tam, gdzie nie ma ciśnienia.

Co z tego wynika

Jeśli z całego wpisu miałabyś zapamiętać jedno: na spotkaniu nie potrzebujesz lepszego angielskiego. Potrzebujesz gotowych wejść i odezwania się na początku.

Osoby, które sprawnie mówią na spotkaniach w międzynarodowym zespole, nie mają większego słownictwa od Ciebie. Mają kilkanaście formuł wyjeżdżonych do automatu i nawyk odzywania się w pierwszych minutach. Jedno i drugie da się przećwiczyć w kilka tygodni i to naprawdę nie jest kwestia poziomu.

Czat będzie na Ciebie czekał na każdym spotkaniu. Zawsze będzie łatwiejszy. Dlatego wybór nie jest między pisaniem a mówieniem, tylko między jedną niewygodną minutą teraz i tym samym spotkaniem za rok.

Jeśli chcesz to przećwiczyć z kimś

Bo mówienie do siebie w kuchni ma swoje granice. W pewnym momencie potrzebny jest ktoś, kto zada Ci pytanie, na które nie masz gotowej odpowiedzi.

Na zajęciach ze mną pracujemy na Twoich realnych sytuacjach. Jeśli zacinasz się na statusach zespołu, robimy status zespołu. Jeśli boisz się pytań z zaskoczenia, zadaję Ci je, dopóki przestaną być zaskoczeniem. Nie przerywam Ci w połowie zdania - błędy zapisuję i wracamy do nich na końcu, więc każde zdanie, które zaczniesz, kończysz.

Jeśli gramatykę masz ogarniętą i brakuje Ci wyłącznie rozgadania, konwersacje to cała lekcja samego mówienia, bez przerabiania zadań. Jeśli potrzebujesz też uzupełnić luki, lepsza będzie zwykła lekcja indywidualna. Ceny są jawne i takie same dla wszystkich, znajdziesz je w ofercie, a zajęcia mam od 6:00 do 22:00, czyli też przed pracą i po pracy.

Nie wiesz, od czego zacząć? Zrób test poziomujący, zajmuje kilka minut. Albo po prostu napisz mi jedno zdanie o tym, co Cię blokuje na spotkaniach. Odpiszę, co bym z tym zrobiła.

Napisz na WhatsAppZapisz się na zajęcia